Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/1115

Ta strona została przepisana.


mógł się mylić; nic innego tylko list Adrjanny, oddany wczoraj wieczór przez pana Dupont, sprawił ten szał radości: pewno dowiedział się, że jest kochany.
Wczoraj, rozstawszy się z panem Dupont, jak sobie łatwo można wyobrazić, bardzo niespokojny, metys pośpieszył co żywo do księcia, chcąc być świadkiem wrażenia, jakie sprawi na Dżalmie list panny de Cardoville; ale zastał salon zamknięty. Zapukał, nikt mu nie odpowiedział. Wtedy, choć to już była bardzo głęboka noc, wysłał list do Rodina i doniósł tak o odwiedzinach pana Dupont, jako też o przypuszczalnym ich celu.
Kilka razy, ale napróżno, metys pukał ostrożnie do pokoju Dżalmy; o wpół do dwunastej kisążę zadzwonił i kazał, żeby powóz był gotowy o wpół do trzeciej.
— Radość Waszej Książęcej Mości zdaje się być bardzo wielka; racz oznajmić jej przyczynę swemu najniższemu i najwierniejszemu słudze, aby i on także mógł cieszyć się razem. — Próbował zagaić rozmowę.
Jakkolwiek książę słyszał mówiącego; nic nie odpowiedział.
Po kilku chwilach takiego zamyślenia zatrzymał się i rzekł:
— Która jest teraz godzina?
— Już będzie blisko druga, mości książę — odezwał się Faryngea.
Po chwilowem milczeniu książę podniósł na metysa oczy, zroszone nieco łzami radości, i odpowiedział wyrazem serca, przepełnionego miłością i uszczęśliwieniem:
— Oh! szczęście... szczęście... jakże jest dobry, jak wielki Bóg...
— Powiedziałem, proszę Waszej Książęcej Mości, z idąc za radami swego wiernego niewolnika... który radził udawać gorącą miłość dla innej kobiety, zmusiłeś Wasza Książęca Mość pannę de Cardoville, że, lubo tak dumna, sama jednak do niego się garnie... Czyż nie przepowiedziałem tego?