Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/1116

Ta strona została przepisana.


— Tak... przepowiedziałeś — odrzekł Dżalma, ciągle podparty łokciem, i nie przestając patrzeć na metysa z tą samą dobrocią.
Zdziwienie Faryngei powiększyło się; książę zwykle, lubo nie obchodził się z nim surowo, jednakże okazywał mu pewną, zwykłą iw swym kraju, wyniosłą powagę, i nie mówił do mego nigdy z taką łagodnością; poczuwając się do złego, jakie wyrządził księciu, niedowierzając, jak wszyscy źli ludzie, metys sądził przez chwilę, że pan jego w swej łagodności krył jakąś zasadzkę; mówił więc dalej już z mniejszą pewnością:
— Wierz mi Wasza Książęca Mość że jeżeli tylko potrafisz Wasza Książęca Mość korzystać z okoliczności, dzień ten pocieszy go za wszystkie wycierpiane przykrości, które były bardzo wielkie, gdyż wczoraj jeszcze.. Wasza Książęca Mość strasznie cierpiałeś; ale nie sam jeden cierpiałeś... ta dumna dziewica również... cierpiała...
— To osobliwa rzecz... — rzekł sam do siebie Dżalma, rzuciwszy na metysa wzrok jeszcze przenikliwszy, ale zawsze pełen dobroci.
— To jest osobliwe!
— Nie, lecz powiedz mi, ponieważ twoje rady tak dobrze posłużyły mi w przeszłości... cóż myślisz o przyszłości?...
— O przyszłości, proszę Waszej Książęcej Mości?
— Tak... za godzinę będę u panny de Cardoville...
— To rzecz nader ważna, proszę Waszej Książęcej Mości... przyszłość zależeć będzie od tego pierwszego widzenia.
— O tem właśnie myślałem teraz...
— Wierz mi Wasza Książęca Mość... kobiety ubiegają się tylko za śmiałym mężczyzną, który im oszczędza kłopotu odmowy.
— Wytłumacz się jaśniej.
— To jest, proszę Waszej Książęcej Mości, pogar-