Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/1118

Ta strona została przepisana.


— Ja, Mości Książę! — rzekł metys z większem jeszcze zdumieniem.
— Posłuchaj mnie, nie chcę, abyś nadal był złośliwym zdrajcą: chcę uczynić cię dobrym... Ten dzień obdarza mnie boskiem szczęściem, ty też błogosławić będziesz ten dzień... Cóż mogę uczynić dla ciebie? czego żądasz? złota?.. będziesz miał złoto... Chcesz więcej niż złota? chcesz przyjaciela, którego czuła przyjaźń pocieszy cię i, oddaliwszy z myśli twe cierpienia, które cię czyniły tak złośliwym, dobrym cię uczyni?... oto jestem synem królewskim, chcesz, abym ci był przyjacielem? Będę nim tak, pomimo zło... nie... za to zło, jakieś mi wyrządził... będę dla ciebie szczerym przyjacielem; błogo mi będzie pomyśleć sobie: w dniu, w którym anioł powiedział mi, że mnie kocha, szczęście moje było bardzo wielkie: rano miałem nieprzebłagalnego nieprzyjaciela; wieczorem jego nienawiść zmieniła się w przyjaźń... Tak, wierz mi, Faryngeo, nieszczęście czyni złym; bądź szczęśliwym...
W tej chwili wybiła druga godzina. Książę zadrżał, była to chwila odjazdu dla widzenia się z Adrjanną.
Zbliżywszy się do Faryngei, wyciągnął do niego rękę giestem, pełnym uprzejmej słodyczy, i rzekł mu:
— Podaj mi rękę...
Metys, którego czoło zimny pot oblewał, którego twarz zbladła, zmieszał się na chwilę; potem zwyciężony, oczarowany, z drżeniem podał księciu rękę, który ją uścisnął i rzekł zwyczajem krajowym:
— Podajesz rękę uczciwie w rękę uczciwego przyjaciela... Ta ręka będzie zawsze dla ciebie otwartą... Do widzenia, Faryngeo... Czuję się teraz godniejszym ukleknąć przed aniołem.
I Dżalma wyszedł, udać się mając do Adrjanny. Po mimo dzikości, pomimo nieubłaganej nienawiści dla rodu ludzkiego, znękany szlachetnemi i łaskawemi słowa-