Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/112

Ta strona została przepisana.


to pan zauważyć, bo może i pan masz dzieci?... Gdyby kiedy były w takiem położeniu, jak moje dwie sieroty, które za cały majątek, za cały ratunek na świecie mają tylko starego żołnierza, który je kocha, starego konia, który je dźwigał... gdyby, nacierpiawszy się od samego urodzenia, tak nieszczęśliwie, bo moje dziewczęta są córkami wygnańców... szczęście znaleźć dopiero miały w końcu podróży i niechby przez utratę konia dalej odbyć jej nie mogły, powiedz, panie burmistrzu, czyżby to nie wzruszyło pańskiego serca? czy nie pojmujesz pan, że dla mnie utrata mojego konia powinna być wynagrodzona?
— Zapewne, mój kochany — odnzekł burmistrz, człowiek w gruncie rzeczy dość dobry, mimowolnie podzielając wzruszenie Dagoberta. — Pojmuję teraz, jak wielką poniosłeś stratę, a przytem obchodzą mnie te sieroty, w jakim są one wieku?
— Mają po piętnaście lat i dwa miesiące, bliźnięta...
— Piętnaście lat i dwa miesiące, to prawie wiek mojej Fryderyki.
— Masz pan córkę w tym wieku — odpowiedział Dagobert, odzyskując nadzieję, — a więc już spokojny jestem o los moich sierot... wymierzysz nam sprawiedliwość...
— Wymierzyć sprawiedliwość to mój obowiązek... ale w tej sprawie winy z obydwóch stron są prawie równe; ty źle przywiązałeś swojego konia, zaś pogromca zwierząt zostawił drzwi menażerji otworem... On mówi: zostałem zraniony w rękę... ty powiadasz: mój koń zabity... wielce mi żal mojego konia.
— Pan w mojej sprawie mówi lepiej, aniżelibym ja potrafił mówić, panie burmistrzu, właśnie ja tak samo miałem mówić. Koń ten był całym moim majątkiem, słusznie więc...
— Ani wątpić — przerwał burmistrz — masz zupełną słuszność... Morok... uczciwy i świątobliwy człowiek, na swój sposób bardzo zręcznie przedstawiał rzeczy, a przy-