Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/1128

Ta strona została przepisana.


wymowy ujmującej, przekonywującej, ksiądz d‘Aigrigny obierał zwykle za temat smutne maksymy, które często wpadały w oko i do myśli pana Hardy. Zręczny, roztropny, przezorny, wiedząc, że aż do owego czasu pensjonarz jego pałał miłością ludzkości, czcią dla wszystkiego, co jest sprawiedliwe i dobre, zaczął od bezustannego przypominania temu nieszczęśliwemu szkaradnych zdrad jakich doświadczył, ażeby stłumić w nim wszelką nadzieję; zamiast wykazywać mu te zdrady, jako wyjątek w życiu, zamiast starać się uspokoić, zachęcić, pokrzepić tę znękaną duszę; zamiast radzić panu Hardy, aby się starał zapomnieć o zmartwieniach, o dolegliwościach aby szukał pociechy w pełnieniu powinności względem ludzkości, względem swych braci, których tak kochał i wspierał, ksiądz d‘Aigrigny usiłował podrażnić jego krwawe rany, malował mu ludzi w najgorszych kolorach, wystawiał ich jako obłudnych, niewdzięczników, złośliwych i tym sposobem zdołał umocnić w nim nieuleczalną rozpacz.
Taki był moralny i fizyczny stan pana Hardy, gdy, za pośrednictwem przekupionego sługi, odebrał od Agrykoli Baudoin list, w którym ten żądał widzenia się z nim. Nadszedł wreszcie dzień tego widzenia. Na dwie czy trzy godziny przed chwilą oznaczoną na odwiedziny Agrykola ksiądz d‘Aigrigny wszedł do pokoju pana Hardy.
Ksiądz d‘Aigrigny, przystępując do pensjonarza, nadał swej twarzy wyraz jak najłagodniejszy, najżyczliwszy, wzrok jego pełen był uprzejmej dobroci i łaskawości, przytem głos jego nigdy jeszcze nie był równie, jak wtedy, ujmujący, słodki.
— Czy zawsze zadowolony jesteś, mój panie, z usług otaczających cię ludzi?
— Tak, mój ojcze.
— Tak nas to ciesz, gdy widzimy, że dobrze czujesz się w naszym ubogim domu, mój synu, iż chcielibyśmy uprzedzać zawsze twoje życzenia.