Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/1155

Ta strona została przepisana.


X.
MODLITWA.

Przypomnijmy sobie, że Rodin (lubo nieznany wtedy) pojechał był do pana Hardy, do fabryki, z wizytą, żeby mu odkryć niegodziwą zdradę Blessaca; był to straszny cios dla pana Hardy, po którym w kilka minut zaledwie doznał był tenże pan Hardy drugiego, nie mniej dotkliwego, zmartwienia, albowiem w obecności Rodina dowiedział się o niespodziewanem oddaleniu się kobiety, którą ubóstwiał. Wystawić sobie przeto można, jak okrutną mu siała być dla pana Hardy obecność Rodina, sikoro tak bolesne przypominała mu wypadki. Uspokoiwszy się, chociaż bardzo smutny, rzekł do Rodina:
— W rzeczy samej nie spodziewałem się widzieć pana w tym domu.
— Niestety! mój panie — odrzekł Rodin z westchnieniem — ja również nie spodziewałem się, abym tu miał zakończyć moje smutne życie, gdym pojechał, nie znając pana, ale tylko w zamiarze przysłużenia się uczciwemu i człowiekowi...
— W rzeczy samej, wielką mi wtedy wyświadczyłeś pan przysługę... i może w owej tak przykrej dla mnie chwili nie dość wyraziłem mu moją wdzięczność... bo w tej samej chwili, kiedy mi pan odkryłeś zdradę pana Blessac...
— Zasmuciła pana inna bardzo dotkliwa dla niego nowina — rzeki Rodin, przerywając panu Hardy — nie za-