Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/1228

Ta strona została przepisana.


VI.
WŚCIEKLIZNA.

Liczni świadkowie tej sceny byli przerażeni.
— Już po siostrze! — krzyczeli.
— Nie utrzymają drzwi...
— A z tego gabinetu niema innego wyjścia!
— A z siostrą są dwie młode panny w żałobie...
— A jednakże nie można pozostawić bez ratunku kobiet przy napaści tego szaleńca!...
— Już zapóźno...
W tej właśnie chwili odezwały się głosy:
— Otóż i ksiądz Gabrjel!
— Idzie z pierwszego piętra... usłyszał pewno krzyk i biegnie na ratunek.
Przewidując, jak wielkie wyniknąć mogło nieszczęście z ucieczki pogromcy zwierząt, młody misjonarz, na nic nie zważając, przybiegł w nadziei, że może mu się uda zapobiec wielkiemu niebezpieczeństwu.
Według jego rozkazów, wszedł za nim sanitarjusz, trzymając w ręku fajerkę, zapełnioną żarzącymi węglami, w której się grzało do białości kilka żelaz, używanych do przypalali niektórych przypadków cholery, kiedy już nie pozostawało innego środka do liczenia.
Pogromca zwierząt, używszy ostatnich sił w swej wściekłości, już zdołał prawie otworzyć drzwi, które z drugiej strony siostra Marta i dwie sieroty przyrizymywały, ledwie żywe z przestrachu i w rozpaczy z całych sił krzycząc.