Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/1282

Ta strona została przepisana.


— O godzinie drugiej u mnie.
Sądząc, że także użyć może kropidła, które Faryngea, niewzruszony, w zadumie pogrążony, ciągle trzymał drżącą ręką, ojciec Cabocini wysunął palce, lecz metys żywo cofnął kropidło; ojciec Cabocini, zawiedziony, poszedł śpiesznie za Rodinem.
W miarę, jak dorożka zbliżała się w okolicę miasta, zwaną Bagna, gdzie się znajdował dom Rennepontów, gorączkowy niepokój i pożerająca niecierpliwość triumfu malowały się coraz wyraźniej na twarzy Rodina. Nakoniec dorożka, wjechawszy na ulicę Św. Franciszka, zatrzymała się przed mocno okutą bramą starego domu. Rodin wyskoczył z dorożki, lekki jak młodzieniec, i gwałtownie zakołatał do bramy, gdy tymczasem ojciec Cabocini, mniej zwinny, wysiadł ostrożnie. Nikt nie odpowiadał. Nagle furtka przy bramie otowrzyła się; ukazał się Samuel, stary żyd, stróż domu... Na twarzy starca czytać było można głęboką boleść i smutek; widać jeszcze było na niej ślady łez, które ręce jego zgrzybiałe, drżące, ocierały jeszcze, gdy otwierał bramę Rodinowi.
— Kto panowie jesteście? — rzekł Samuel.
— Jestem pełnomocnikiem, umocowanym władzą i prawami księdza Gabrjela Rennepont, jedynego żyjącego spadkobiercy z familji Rennepontów — odpowiedział Rodin drżącym, przyśpieszonym głosem. — Ten pan to mój sekretarz — dodał, wskazując na księdza Cabocini, który się nisko ukłonił.
Samuel, uważnie przypatrzywszy się Rodinowi, rzekł.
— W rzeczy samej przypominam sobie pana. Proszę panów za mną.
I stary stróż poszedł ku domowi w ogrodzie, dając skinieniem znak wielebnym ojcom, aby szli za nimi.
Jezabela, żona Samuela, stała strapiona we drzwiach mieszkania; izraelita, przechodząc około żony, rzekł do niej po hebrajsku:
— A firanki żałobnego pokoju?