Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/129

Ta strona została przepisana.


cy Napoleona, stał skromny z powierzchowności dom w głębi małego, ponurego dziedzińca, zasłonięty od ulicy małą budowlą z facjatą.
Wnętrze tego samotnego domu odznaczało się wielką prostotą, jak to można było wnosić z umeblowania dosyć obszernej sali na dole. Stare na perłowy kolor pomalowane boazerje okrywały mury, posadzka z tafli na czerwono malowana, starannie była wywoskowana; firanki z białego perkaliku zasłaniały okna; na kamiennym kominku stał zegar w oprawie z hebanu, a przy nim dwa branżowe lichtarze.
Po drugiej stronie pokoju, naprzeciw kominka, widniał ogromny, mający cztery stopy średnicy globus na dębowej podstawie.
Na tym globie zauważyć się dawało mnóstwo małych czerwonych punkcików, rozrzuconych po wszystkich częściach świata, od Północy do Południa, od Wschodu do Zachodu, zaczynając od krajów najdzikszych, wysp najodleglejszych, aż do krajów najbardziej cywilizowanych, aż do Francji; każda okolica w wielu miejscach oznaczona była czerwonemi kropkami, stanowiącemu, jak się zdaje, jakieś znaki.
Przed czarnym drewnianym stołem, przy ścianie, niedaleko od komina, stało próżne krzesło; dalej, między oknami, wielkie orzechowe biurko, a nad niem półki, pełne papierów.
W końcu miesiąca października 1831 r., około godziny ósmej rano, siedział przy tem biurku jakiś człowiek i pisał.
Był to pan Rodin, ten sam, któremu Morok przesłał swe zawiadomienie, skoro mu się udało ogołocić Dagoberta i jego sieroty z konia, papierów i pieniędzy.
Lat miał około pięćdziesięciu, ubrany był w stary surdut oliwkowego koloru, wytarty, z zatłuiszczonym kołnierzem, na szyi miał zatabaczoną chustkę od nosa, kami-