Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/153

Ta strona została przepisana.


wszystkich dzwonnic odzywa się żałobny głos dzwonów...
Zdaje się, że tajniki życia tych osad połączyły się w tym żałosnym jęku dzwonów, rozlegającym się po wszystkich dolinach.
Czasami smutny ten głos, niesiony powiewem wieczornych wiatrów, dolatuje żałosnym jękiem aż do szczytów góry.
W głębi posępnych dolin w każdej osadzie, wszędzie, gdzie dotąd było ciemno, błyskać zaczynają światła.
Lecz nie są to żywe światła iskrzących się ognisk wiejskich.
Są to czerwonawe płomyki, jakby pochodnie, i posuwają się zwolna ku cmentarzom każdego kościoła.
A w miarę ich pochodu, żałobne dźwięki dzwonów pogrzebowych rozlegają się coraz mocniej; powietrze jęczy pod częstemi uderzeniami tych dzwonów, i w rzadkich przerwach śpiewy pogrzebowe dochodzą niewyraźnie aż do wierzchołków wzgórza.
Skądże tyle pogrzebów?
Jakież to doliny zniszczenia... Skądże w każdej wsi zamiast wesołej pieśni wieczornej po znojnej pracy dziennej, słychać tylko żałobne pienia śmierci, a miejsce dziennego odpoczynku zalega wieczny sen śmierci?
Co za dolina żałości, gdzie każda wieś opłakuje tylu zmarłych i grzebie ich o tej samej godzinie, tej samei nocy?
Niestety! śmiertelność następuje tam tak nagle, tak jest wielka, tak straszna, iż ledwo wystarczy żywych do grzebania umarłych.
Przez cały dzień ci mieszkańcy, co pozostali przy życiu, zajmują się znojną pracą, niezbędną około uprawy ziemi, wieczorem tylko, wróciwszy z pól, skołatani trudami, kopać mogą owe pogrzebowe doły, w których spoczywać mają ich bracia, stłoczeni, jak ziarna zboża w kłosach.