Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/154

Ta strona została przepisana.


A nie same tylko te doliny widziały takie spustoszenie w owych złowrogich latach; w iluż to wsiach, w iluż miasteczkach, w ilu okolicach, przygasły ogniska, opustoszały siedziby.
Tak, niestety! miejsce radości zajęła żałoba.. dzwon pogrzebowy zastąpił wesołe pieśni...
W owych nieszczęsnych dniach straszliwy wędrowiec zwolna przebiegał ziemię od jednego do drugiego guna... z głębi Indyj... aż do krańców Północy... aż fale oceanu, oblewające brzegi Europy Zachodniej.
Ten wędrowiec tajemniczy, jak śmierć, powolny wieczność, nieubłagany jak przeznaczenie, straszny ręka Boga... ten wędrowiec, to... Cholera!... {{kreski-hr} Godzina zmierzchu.
Dziwny odblask nadaje najlepiej nawet znanym staciom, kształty niepojęte, fantastyczne!...
Na skalistym gruncie góry odezwało się powolne, równe, jakby miarowe stąpanie...
Po skałach rozległ się odgłos podkutego obuwia... między grubemi kłodami ponurych jodeł przeszedł jakiś człowiek.
Był on wysokiego wzrostu; głowę pochylił na piersi; twarz jego była spokojna, smutna...
Brwi z sobą połączone, od skroni do skroni tworzyły na jego czole złowróżbną pręgę.
Zarówno na piasku, jak na mchu, pokrywającym skały, człowiek ten, przechodząc, zostawiał po sobie ślad stopy, ze znakiem krzyża.
Człowiek ten, zatopiony w myślach, jakby nie słysząc żałobnego dźwięku dzwonów, rozlegającego się płaczliwym głosem po dolinie.
Szedł pogrążony w dręczących go myślach.
— Zbliża się 13 lutego... — myślał, — zbliża się...