Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/204

Ta strona została przepisana.


pod namiotem lub w ruinach, po drodze napotkanych, zbliżył się ku nim; gdy ochłonął z pierwszego zdziwienia, po branzowej cerze twarzy i po ubiorze jednego z tych ludzi poznając, że jest Indjaninem, odezwał się do niego po indyjsku:
— Sądziłem, że tu zastanę Europejczyka... Francuza...
Indjanin odpowiedział:
— Francuz jeszcze nie nadszedł... ale wkrótce pewno nadejdzie...
Z mowy Dżalmy domyślając się fortelu, jakiego użył Mahal kontrabandzista dla zwabienia go w tę zasadzkę, Indjanin spodziewał się, że zyska na czasie, pozostawiając go w błędzie.
— Czy Znasz tego francuza? — zapytał Dżalma.
— Wyznaczył nam tu miejsce na schadzkę... również jak tobie, — oderwał się z kąta budy Faryngea.
— W jakimże celu? — rzekł Dżalma, coraz bardziej zdziwiony.
— Dowiesz się... za jego przybyciem...
— Czy to jenerał Simon mówił wam, abyście tu przybyli?...
— Tak, jenerał Simon.
Nastąpiło chwilowe milczenie, podczas którego Dżalma napróżno usiłował wytłómaczyć sobie tę tajemnicę.
— A któż wy jesteście? — zapytał z miną niedowierzającą, gdyż ponure milczenie towarzyszów Faryngea, którzy jeden w drugiego wlepili oczy, zaczynało budzić, w nim podejrzenie.
— Kto my jesteśmy?... — odpowiedział Faryngea, — będziemy twymi, jeśli ty zechcesz być naszym.
— Ja, tak się obejdę bez was... jak wy beze mnie...
— Kto wie?
— Ja... ja wiem...
— Mylisz się... Anglicy zabili twego ojca... ojciec twój był królem... uwięzili cię... i nic już nie masz....