Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/213

Ta strona została przepisana.


jest w kurtkę z zielonego sukna, a buty myśliwskie z Wysokiem i cholewami okrywają aż poza kolana spodnie z czarnego aksamitu.
Straszna burza, szalejąca na dworze, milszym jeszcze czyni widok tego spokojnego zacisza.
Żywym płomieniem palą się drewka na kominku z białego marmuru, a mocny blask światła odbija się od posadzki, starannie wywoskowanej; nic weselszego nad te obicia i firanki z dawnego kartonu perskiego, z czerwonemi, w chińskim guście malowidłami na białem tle, a nad drzwiami figurki pasterskie, w guście Wateau. Ścienny zegar z serwskiej porcelany, meble z pachnącego drzewa, zielono-fornierowane, wysłane, wyginane, wałkowate.
Na dworze burza nie ustawała, czasami wiatr huczał w kominie lub wstrząsał oknami.
Mężczyzna, zajętym gatunkowaniem próbek zbóż, był pan Dupont, rządca dóbr i zamku Cardoville.
— O, Matko Boska! mój mężu, — mówiła do niego żona, — jakiż to szkaradny czas! Ten pan Rodin, którego przybycie dziś rano oznajmił nam intendent księżnej Saint-Dizier, w bardzo zły czas wybrał się w drogę do nas.
— Prawda, że rzadko zdarzyło mi się słyszeć o takiej burzy... a jeżeli pan Rodin nigdy nie widział rozdąsanego morza, będzie mógł uraczyć się tym widokiem.
— Ale pocóż tu przybywa pan Rodin?
— Na poczciwość, nie wiem; intendent księżnej pisze do mnie, abym jak największe okazywał uszanowanie dla pana Rodina, ażebym mu był posłuszny, jak swemu panu. Niech sobie tu gospodarzy, moją rzeczą będzie wykonywać Jego rozkazy, gdyż przybywa od księżnej Saint-Dizier.
— Prawdę mówiąc, od samej tylko paniny Adrjanny przybyć on tu winien, bo od czasu śmierci nieboszczyka jej ojca hrabiego, księcia Cardoville, majątek od niej właściwie należy.
— Tak, ale księżna jest ciotką, jej intendent trudni się