Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/235

Ta strona została przepisana.


dległe, nieugięte dusze już same przez się są naszymi nieprzyjaciółmi... sam ich charakter już dla nas jest niebezpieczny. A cóż dopiero, gdy zechcą być dla nas niebezpiecznemi i szkodliwemi?... Co do de Sainte-Colombe, mamy po swojej stronie rządcę: pewny jestem, że nie będzie się wahał w wyborze między tem, co w swojej głupocie nazywa sumieniem, a bojaźnią utracenia sposobu do życia; ręczę, że lepiej nam będzie służył, niż kto inny; od dwudziestu już lat tu zamieszkały, najmniejszej nie wzbudzi nieufności w tej głupiej i nikczemnej de Sainte-Colombe... A gdy się ona tylko dostanie w ręce naszego protegowanego z Roiville... wtedy już pewny jestem; postępowanie tych lekkich kobiet zgóry da się określić: zamłodu służą djabłu, a na starość okropnie się go boją; a potrzeba, żeby się go bała aż do zapisania nam zamku Cardoville... Wszystko więc idzie dobrze... Co do sprawy medaljonów, nadchodzi 13 lutego, a niema żadnej wiadomości od Jozuego... Pewno książę Dżalma siedzi wciąż w więzieniu u Anglików, w głębi Indyj; w przeciwnym razie byłbym odebrał wiadomości z Batawji; córki jenerała Simon pozostaną jeszcze zatrzymane w Lipsku najmniej z miesiąc... Stosunki zewnętrzne w najlepszym są stanie. Co do stosunków wewnętrznych...
Rozmyślania Rodina przerwała nagle wchodząca pani Dupont, która gorliwie się zajmowała wszelkiemi przygotowaniami do ratunku.
— Teraz, — rzekła do sługi, — zapal ogień w przyległym pokoju, postaw tam ciepłe wino; pan Dupont powróci lada chwila.
— A cóż! kochana pani, — rzekł do niej Rodin, — czy jest nadzieja ocalenia kogo z tych nieszczęśliwych?
— Ach! panie!... Bóg to wie; mój mąż od dwóch godzin już poszedł... Jestem bardzo niespokojna; on bywa tak odważny, tak nieroztropny...