Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/24

Ta strona została przepisana.


czy: paść w drodze, lub spełnić otrzymane i rozkazy przybyć tam dokąd ich wysłano, łatwo więc pojąć śmiałość wytrwałość i rezygnację ludzi, nawykłych do podobnego życia.
Marok ciągle się przechadzał po poddaszu.
Noc nadeszła, a trzy osoby, na które z taką niecierpliwością oczekiwał, jeszcze nie przybyły. Chód jego stawał się coraz bardziej niespokojny i przerywany.
Wtem zatrzymał się niespodzianie, pochylił głowę ku oknu i słuchał. Miał słuch tak wrażliwy jak człowiek dziki.
— Otóż są!... zawołał.
I źrenice jego zabłysły szatańską radością. Posłyszał stąpanie człowieka i konia.
Podszedł do okienka poddasza, ostrożnie uchylił okiennicę i ujrzał wjeżdżające konno na podwórze oberży dwie dziewczyny, i prowadzącego je żołnierza. Będąc pewnym zdobyczy, zamknął okno.
Pomyślawszy jeszcze przez kwadrans, zapewne dla ostatecznego zdecydowania swych projektów, wychylił się przez otwór, gdzie stała drabina zamiast schodów, i zawołał:
— Goljat!
— Jestem... Przychodzę z jatek, niosę mięso.
Szczeble drabiny zachwiały się, i ogromna głowa pokazała się wkrótce narówni z podłogą.
Goljat, słusznie tak nazwany (miał przeszło sześć stóp wzrostu, a barczysty był jak Herkules), był szkaradny; zezowate oczy kryły się pod niskiem, a wvdatnem czołem, w szerokich szczękach, opatrzonych zębami podobnemi do kłów, trzymał kawał surowego mięsa wołowego, wagi dziesięciu łub dwunastu funtów; uważał zapewne, iż wygodniej tak trzymać mięso, aby móc rąk używać do przytrzymywania się podczas wejścia na drabinę, która chwiała się pod jego ciężarem.
Stanąwszy, Goljat rozwarł swoje kły, otworzył