Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/245

Ta strona została przepisana.


IV.
ODJAZD DO PARYŻA.

Wielka cisza panowała w żamku Cardoville; burza zwolna milkła; słychać było tylko szum bałwanów, odbijających się od skał.
Dagobert i sieroty pomieszczeni zostali w ciepłych, wygodnych pokojach na pierwszem piętrze zamku.
Dżalmę, jako mocno rannego, pozostawiono w dolnej sali, ażeby mu nie sprawiać przykrości wnoszeniem go na górę.
W chwili rozbicia statku nieszczęsna matka, zalana łzami, oddała mu w ręce dziecię. Nadaremnie usiłował je ratować, a poświęcenie to utrudniało mu własne ocalenie, i młody Indjanin został wyrzucony na skały mocno potłuczony.
Faryngea, zdoławszy przekonać go o swem przywiązaniu, pozostał przy nim i czuwał.
Gabrjel, pocieszywszy Dżalmę, powrócił do przeznaczonego dla ciebie pokoju; wierny danej obietnicy Rodinowi, przygotowywał się do podróży za parę godzin i nie chciał położyć się spać; wysuszywszy suknie, zasnął w wielkiem krześle z wysokiemi poręczami przed kominkiem, na którym żywo palił się ogień.
Pokój ten przylegał do pokoju, który zajmowały sieroty.
Ponury, doznając również gościnności w zamku, z przede drzwi Róży i Blanki poszedł grzać się u kominka w po-