Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/249

Ta strona została przepisana.


— W Niemczech, trzy miesiące temu, po raz pierwszy... Spojrzyj tylko ma nas!
Gabrjel nie mógł się wstrzymać od uśmiechu, wobec takiej prostoty Róży i Blanki, które prosiły, go, ażeby sobie przypomniał sen, które one miały; potem, coraz bardziej zdziwiony, rzekł:
— W waszych snach!
— Ależ tak, kiedyś nam udzielał tak dobrych rad...
— Potem, kiedyśmy miały zmartwienie... w więzieniu., twoje słowa, które zapamiętałyśmy, pocieszały nas i dodawały nam odwagi.
— Alboż nie ty wyprowadziłeś nas z więzienia w Lipsku, podczas owej czarnej nocy... kiedyśmy cię nie mogły widzieć.
— Ja...
— Któżby inny, jeśli nie ty, przybył na pomoc nam i naszemu staremu przyjacielowi?
— Mówiłyśmy mu, że ty go kochasz, bo i on nas kocha.
— Dlatego dziś, podczas burzy, prawie nic nie bałyśmy się.
— Spodziewałyśmy się ciebie.
— Dziś rano, tak, dziś, moje siostry. Bóg mi użyczył łaski, posyłając mnie wam na ratunek; płynąłem z Ameryki, alem nigdy nie był w Lipsku... Nie ja więc oswobodziłem was z więzienia... Powiedzcie mi, moje siostry, — dodał z miłym uśmiechem, — za kogo mnie macie?
— Za anioła, któregośmy już we śnie widziały i którego matka nasza zesłała nam z nieba, aby nas strzegł.
— Moje kochane siostry, ja jestem tylko zwykłym księdzem... Los zdarzył, że może podobny jestem do anioła, któregoście widziały we śnie i którego inaczej widzieć nie mogłyście... gdyż niema aniołów, których moglibyśmy widzieć....
— Niema widzialnych aniołów, — rzekły dziewice, smętnie na siebie spoglądając.