Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/268

Ta strona została przepisana.


a nic... nawet tych worków nie mogę szyć... Być ciężarem synowi... to mnie okropnie martwi.,,,
— Ach! pani Franciszko, gdyby to Agrykola usłyszał.
— Ja wiem, kochane dziecko, on o mnie tylko myśli... i to jeszcze bardziej mnie martwi... zwłaszcza gdy pomyślę, że aby mnie nie opuścić, wyrzeka się przyjemności, które mają wszyscy jego towarzysze u pana Hardy, tego zacnego pana. Zamiast mieszkać tu, w tej brudnej izbie, mógłby mieć, jak inni robotnicy, małym kosztem piękną stancję, widną, dobrze opaloną w zimie, z czystem powietrzem w lecie, z widokiem na ogród, on, co tak lubi drzewa; nie mówię już nic o tem, że ma tak daleko do warsztatu, który jest za Paryżem, a to dla niego wielkie utrudzenie tak daleko chodzić...
— Lecz zapomina o tych trudach, gdy pocałuje matkę, a przy tem tak przywiązana jesteś do tego domu, gdzie się on urodził. Zresztą pan Hardy oświadczył pani, że ją pomieści w Pelssy, w gmachu rzemieślniczym razem z Agrykolą.
— Tak, moje dziecko, lecz musiałabym opuścić moją parafję... a tegobym nie mogła.
— A! już idzie... słyszę go, — rzekła Garbuska zarumieniona.
Istotnie śpiew męski, wesoły dał się słyszeć na schodach.
— Oby mnie przynajmniej nie zobaczył plączącej, — rzekła dobra matka, ocierając pełne łez oczy, — on po pracy ma tę jedynie spokojną godzinę... nie trzeba mu jej marnować.