Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/29

Ta strona została przepisana.


ROZDZIAŁ IV.
DAGOBERT I MOROK.

Goliat nie mylił się... Franciszek Beaudoin, znany pod imieniem Dagoberta, prał bieliznę z niezachwianą powagą, jaką zachowywał we wszelkich okolicznościach. Zastanowiwszy się nad zwyczajami żołnierza podczas kampanji, nie będziemy dziwić się, że ten starzec sam wykokonywał pracę, tak rzadko wykonywaną przez mężczyzn; zresztą, Dagobert myślal jedynie o oszczędzeniu chudej sakiewki sierot i uwolnieniu ich od wszelkiej pracy, wszelkich kłopotów; wieczorem przeto na noclegu, oddawał się różnym kobiecym czynnościom.
Dagobert prał więc bieliznę w sieni oberży, ku wielkiemu zdziwieniu kilku popijających piwo, którzy z dużej izby, gdzie siedzieli, spoglądali na niego z ciekawością.
W istocie, było to dość pocieszne widowisko.
Morok w tej chwili wszedł do sieni; spostrzegłszy żołnierza, przez kilka sekund nader bacznie wpatrywał się w niego; potem, zbliżywszy się, rzekł po francusku, żartobliwym tonem:
— Jak widać, kolego, nie macie zaufania do praczek Möckernskich?
Dagobert, nie przestając prać, zmarszczył brwi, obrócił trochę głowę, spojrzał przelotnie na Moroka, i nic nie odpowiedział.
Zdziwiony milczeniem, Morok mówił dalej: