Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/290

Ta strona została przepisana.


mógł pomówić z ojcem Simonem o ważnych interesach; zresztą trzeba się dowiedzieć, gdzie do niego pisać. Jutro więc, mój synu, dasz mu znać, że przybyły jego wnuczki... Tymczasem, moje dzieci — dodał żołnierz, zwracając się do Róży i Blanki — żona moja da wam swoją pościel, i bądź co bądź, nie gorzej wam tu będzie, niż w podróży.
— Wiesz, że nam zawsze będzie dobrze przy tobie i przy pani — odrzekła Róża.
— A przytem, myślimy tylko o szczęściu, że nareszcie jesteśmy w Paryżu... tu bowiem wkrótce znajdziemy naszego ojca — dodała Blanka.
— A przy takiej nadziei łatwo być cierpliwym, wiem o tem dobrze — rzekł Dagobert; — ale to wszystko jedno, wobec tego, coście słyszały o Paryżu, musicie teraz być wielce zdziwione, moje dzieci. Ani słowa! dotąd, nie znalazłyście jeszcze takiego złotego miasta, o jakiem się wam marzyło; ale trochę cierpliwości... a zobaczycie, że Paryż nie jest tak brzydki, jak się wydaje...
— A przytem — rzekł wesoło Agrykola — pewny jestem, że dla pań, dopiero z przybyciem marszałka Simon, Paryż stanie się prawdziwem złotem miastem.
— Masz słuszność, panie Agrykolo — odrzekła Róża z uśmiechem — odgadłeś nas.
— Jakto! Pani znasz moje imię?
— O! panie Agrykolo, często mówiłyśmy o panu z ojcem pańskim, a ostatnim razem i z Gabrjelem — dodała Blanka.
— Z Gabrjelem! — zawołali Agrykola i jego matka, oboje wielce zdziwieni.
— Ach! tak — powiedział Dagobert, wskazując sieroty — wystarczy nam na dwa tygodnie opowiadania o nim, a między innemi, jak spotkaliśmy się... O! wart on być moim synem, jak Agrykola... i obaj godni są, aby się kochali jak bracia... O! ty dobra... bardzo dobra jesteś, moja żono — dodał Dagobert z uczuciem — i bardzo pięknie