Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/298

Ta strona została przepisana.


— Remigjusza?
— Tak, jego list... choć bardzo mało znaczący, znaleziony został u osoby aresztowanej roku zeszłego za spisek... i on siedział miesiąc w areszcie.
— Prawda, mój Garbusku, wkrótce jednak uznano go jako niewinnego i wypuszczono.
— Ta, ale miesiąc wysiedział, czego właśnie unikać ci radzą, i słusznie... Agrykolo, zastanów się dobrze... miesiąc w areszcie... a matka twoja...
Te słowa Garbuski sprawiły silne wrażenie na Agrykoli; wziął list i powtórnie z uwagą go przeczytał.
— A ów człowiek, co to cały wieczór skradał się koło domu? — podchwyciła dziewczyna. — Zawsze się do niego wracam... To nie napróżno... Ach, mój Boże!... Jakiżby to był cios dla twego ojca, dla twej matki, która już teraz nic zarobić nie może!... Czyż nie ty jeden tylko jesteś teraz podporą? Zastanów się nad tem; gdyby nie ty i twoja praca, cóżby oni poczęli?
— W rzeczy samej... byłoby to okropne — rzekł Agrykola, list na stół rzucając — w tem, co mi mówisz o Remigjusza, masz słuszność... On był równie niewinny, jak ja; pomyłka w sądzie... bez wątpienia pomyłka mimowolna, niemniej jednak była dla niego dotkliwą... Ale raz jeszcze mówię, nie aresztują nikogo bez przesłuchania go.
— Nie — rzekła Garbuska, — u nas we Francji najprzód aresztują, a potem dopiero badają, po miesiącu lub dwóch uwalniają... i jeżeli ów nieszczęśliwy ma żonę, dzieci, które żyją jedynie z jego codziennej pracy... cóż się z niemi dzieje, gdy jedyna ich podpora siedzi w więzieniu?... cierpią głód, zimno i płaczą...
Na te proste, ale wzruszające słowa, Agrykola zadrżał.
— Miesiąc bez pracy — powtórzył ze smutną, zamyśloną miną. — A moja matka... A mój ojciec... a dwie panienki, które także należą do naszego domu, dopóki marsza-