Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/304

Ta strona została przepisana.


VI.
PRZEBUDZENIE.

W ciągu nocy powietrze było wilgotne, mgliste, rano wypogodziło się i mocno oziębło.
Przez małe okienko, które oświecało izdebkę, gdzie spał Agrykola ze swym ojcem, widać było błękitne niebo.
Izdebka młodego kowala wyglądała również ubogo, jak izdebka Garbuski; jedyną ozdobą był przybity na ścianie portret Berangera, nieśmiertelnego poety, którego lud prosty we Francji kochał i szanował... za to, że ten rzadki genjusz sam lubił lud, oświecał go i opiewał jego sławę.
Ledwo dnieć zaczynało, a Dagobert i Agrykola już wstali. Ostatni tyle miał nad sobą władzy, iż ukrywał swój niepokój, choć rozważywszy to, co mówiła Garbuska, przyznawał jej zupełną słuszność.
Ostatnie zaburzenia na ulicy Prouvaires spowodowały aresztowania bardzo wielu osób, a znalezienie znacznej ilości egzmeplarzy jego śpiewki o Dobrych Robotnikach u jednego z wykrytych naczelników spisku, mogło, w rzeczy samej, skompromitować młodego kowala. Jak powiedzieliśmy, ojciec nic nie wiedział o jego zmartwieniu.
Usiadłszy na łóżku przy Agrykoli, żołnierz, który, wstawszy ze świtem, ogolił się i ubrał z wojskową punktualnością, teraz ujął Agrykolę za ręce i, pełen radości, wpatrywał się w niego, nie mogąc się nacieszyć jego widokiem.