Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/31

Ta strona została przepisana.


flegmy, Dagobert, zdziwiony i obrażony bezczelnem natręctwem Moroka, chciał zrazu palnąć go w łeb deską, na której prał bieliznę; lecz pomyślawszy o sierotach, pohamował się. Założywszy ręce na piersi, Morok rzekł mu suchym i pogardliwym tonem:
— Doprawdy, niegrzeczny jesteś... panie mydlarzu? Potem zwróciwszy się do widzów, mówił po niemiecku: — Powiadam temu Francuzowi z długiemi wąsami, że jest niegrzeczny... Zobaczymy, co odpowie; może wypadnie dać mu nauczkę: strzeż mię Boże, żebym miał być kłótnikiem — dodał ze skruszoną miną — ale Pan mię oświecił, Jego dziełem jestem, i przez cześć ku Niemu, winienem nakazać szacunek dla jego dzieła...
Ta mistyczne i urągliwa mowa wielce przypadła do smaku ciekawym: odgłos imienia Moroka doszedł aż do Moeckern. Spodziewali się jutro widowiska, a ten wstęp mocno ich bawił. Na tę zaczępkę przeciwnika, Dagobert nie mógł się wstrzymać od odezwania się po niemiecku:
— Rozumiem po niemiecku... mów po niemiecku, zobaczymy!
Nadeszli nowi widzowie i przyłączyli się do pierwszych; awantura stawała się coraz ciekawszą; otoczono dokoła rozmawiających, a Morok rzekł po niemiecku:
— Powiedziałem, że jesteś niegrzeczny, teraz powiem, że jesteś bezczelny grubjanin; cóż na to odpowiesz?
— Nic... rzekł Dagobert, biorąc się do drugiej sztuki bielizny.
— Nic... mówił dalej Morok — to niewiele, ja będę mniej krótkim, i powiem, że jeżeli uczciwy człowiek ofiaruje grzecznie kieliszek wina obcemu, ten obcy nie ma prawa odpowiadać po grubjańsku... albo...
— Albo? — przerwał Dagobert, nie patrząc na Moroka.
— Albo, winien mi jesteś dać satysfakcję... Powiedziałem już, że i ja znam wojnę; dziś wieczorem znaj-