Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/347

Ta strona została przepisana.


co dalej stojąc, podawała swej pani w złocistym słoiku pachnące ciasto, którem Adrjanna lekko potarła śnieżne ręce o wysmukłych paluszkach, których końce były jakby zafarbowane karminem...
Wreszcie nie zapominajmy o Lutynie; ta, leżąc na kolanach swej pani, otwierała oczy i jakby się przypatrywała różnym zmianom toalety Adrjanny z pilną uwagą.
Srebrno dźwięczny głos dzwonka dał się słyszeć zewnątrz; Floryna, na znak dany przez panią, wyszła i prędko wróciła, niosąc list na małej złocistej tacce.
Podczas gdy pokojowe kończyły jej ubranie, Adrianna wzięła ów list od rządcy dóbr Cardoville, następującej.treści:

„Pani!

„Znając jej dobre serce i wspaniałomyślność, ośmielam udać się do pani z całą ufnością.
„Przez dwadzieścia lat służyłem ś. p. jej ojcu, gorliwie i uczciwie; sądzę, że tak rzec mogę... Zamek został sprzedany, a ja i moja żona mamy być odprawieni i pozbawieni wszelkiego sposobu do życia. Niestety! w naszym wieku, Pani, jak to boleśnie“.
— Biedni ludziska — rzekła Adrjanna, przerywając czytanie — w istocie ojciec mój chwalił mi zawsze ich poświęcenie i uczciwość.
Czytała dalej:
„Wprawdzie byłby dla nas sposób utrzymania się na swem miejscu... ale chodziłoby o to, abyśmy dopuścili się podłości; ale niech będzie, jak chce, ani ja, ani moja żona nie chcemy zarabiać na chleb w ten sposób“.
— Dobrze! wybornie... zawsze tacy, jak byli — rzekła Adrjanna — godność wśród ubóstwa... to zapach kwiecia wśród łąk.
„Pani! aby jej wytłómaczyć niegodziwość, jąkiejby od nas wymagano, winienem najpierw powiedzieć, że dwa dni temu przybył tu z Paryża pan Rodin“.