Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/348

Ta strona została przepisana.


— A! Rodin — rzekła panna Cardoville, znowu przerywając czytanie — sekretarz księdza d’Aigrigny... nie dziwię się teraz, jeżeli idzie o jakie wiarołomstwo, lub jaką tajemną intrygę... Zobaczymy.
„Pan Rodin przybył z Paryża, aby oznajmić nam, że dobra są sprzedane, że jednak mógłby zatrzymać nas na miejscu, gdybyśmy mu pomogli dać nowej dziedziczce za spowiednika księdza, który nie używa tu dobrej opinji, i jeżeli dla dopięcia tego celu zgodzimy się na spotwarzenie innego księdza, człowieka zacnego, bardzo poważnego, bardzo lubianego w całej okolicy.
„Niedość na tem: wkładał on na mnie obowiązek, abym sekretnie pisywał, dwa razy na tydzień, do pana Rodina o wszystkiem, coby się tu działo w zamku. Wyznać muszę pani, że te propozycje, ile możności, osłaniał, ukrywał pod dość niewinnemi pozorami; ale pomimo mniej więcej zręcznej formy, grunt rzeczy był zawsze taki, jak miałem zaszczyt to pani oznajmić“.
— Przekupstwo... potwarz i denuncjacje! — pomyślała Adrjanna z oburzeniem — wspomnieć nie mogę o tych ludziach, ażeby, mimowolnie, nie budziło się we mnie wyobrażenie ciemności, trucizny i obmierzłych czarnych gadzin... a co, zaiste, okropnem jest widowiskiem. Wolę też dlatego myśleć o spokojnych i łagodnych postaciach Dupont’a i jego żony.
Adrjanna czytała dalej:
„Łatwo domyślisz się, pani, żeśmy się na to zgodzić nie mogli, opuścimy Cardoville, gdzie przebywamy już od lat dwudziestu; ale opuścimy to miejsce, jako uczciwi ludzie... A teraz, łaskawa pani, gdybyś u kogo z pomiędzy swoich dostojnych przyjaciół mogła wynaleźć dla nas miejsce, pani, co tak dobrą jesteś, gdybyś nas poleciła, może z jej łaski nie pozostalibyśmy na starość bez kawałka chleba“.
— Zapewne... nie napróżno udali się do mnie... Wyrwać tych biednych ludzi ze szpon pana Rodina jest obo-