Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/366

Ta strona została przepisana.


nie zeszłam, aby dopomóc Żorżecie i Hebe wprowadzić panienkę do kąpieli... nie wiem, co przedtem zaszło, przysięgam pani...
— To co innego... dowiesz się o tem, co ci powiadam od swoich towarzyszek; one ci ufają wszystko powiedzą...
— Tak, pani, wszystko powiedzą.
— Cóż robiła od rana, odkąd ją widziałaś?
— Dyktowała list Żorżecie, do pana Narval, ja prosiłam, żeby mnie kazała go oddać na pocztę, abym miała sposobność wyjść i zanotować sobie, com słyszała.
— Dobrze... a ten list?
— Hieronim dopiero co poszedł; dałam mu go, aby zaniósł na pocztę.
— Niezręczna! — zawołała pani Grivois — nie mogłaś przynieść mi go tu?
— Ale, ponieważ panienka swoim zwyczajem dyktowała go na głos, wiem, co on zawierał i zapisałam to wszystko.
— To nie dosyć... wypadało może wstrzymać wysłanie go na pocztę... Księżna się będzie o to gniewała.
— Sądziłam, żem zrobiła dobrze.
— Tak, wiem, że ci nie zbywa na dobrych chęciach; już od sześciu miesięcy jesteśmy z ciebie zadowoleni... ale tym razem popełniłaś wielką nieroztropność...
— Przebacz mi, pani.. i to, co robię, z przykrością mi przychodzi.
I dziewczyna stłumiła westchnienie.
Pani Grivois patrzyła na nią, nie spuszczając oka, i rzekła jej tonem pogróżki:
— Moja kochana, jeśli masz skrupuły, to przestań... uwalniamy cię... idź sobie.
— Wiesz pani, że nie jestem wolna — rzekła zarumieniona Floryna, a łzy stanęły w jej oczach i dodała: — Zależę od pana Rodina, który mię tu umieścił...