Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/377

Ta strona została przepisana.


V.
SPISEK.

Łatwo każdy odgadnie, że ksiądz margrabia d’Aigrigny był tą osobą, którąśmy już widzieli przy ulicy Ursynów; był to ów przystojny mężczyzna, który stamtąd przed trzema miesiącami odjechał do Rzymu.
Margrabia, w grubej żałobie, ubrany był ze zwykłą sobie starannością. Nie nosił sutanny; czarny, dość obcisły surdut i zesznurowana w pasie kamizelka dodawały proporcjonalności jego figurze; czarne kaszmirowe spodnie spadały na lakierowane ciżmy. Wreszcie tonsura zginęła w malej łysinie, która już zaczynała szerzyć się na wierzchołku głowy. W całem jego ubraniu nie widać było nic takiego, po czem byłoby można poznać księdza, wyjąwszy chyba tylko brak wąsów i faworytów, co wydawało się dosyć osobliwem przy tak okazałej, męskiej twarzy, broda świeżo ogolona, wspierała się na szeroko złożonej czarnej chustce, modnie, elegancko zawiązanej, co wszystko przypominało, że ten sławny kaznodzieja, najczynniejszy wtedy i najwięcej ze swego zgromadzenia mający wpływu, będąc dawniej w wojskach cudzoziemskich, odbył kampanję przeciwko Francji, a potem, za Burbonów. dowodził francuskim pułkiem huzarów.
Margrabia, dopiero rano przybywszy, nie widział księżnej od czasu śmierci swej matki, wdowy, margrabiny d’Aigrigny, zmarłej pod Dunkierką w dobrach księżnej,