Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/393

Ta strona została przepisana.


na złą drogę, zaraz ci jest gorzej; odbierasz karę.
— Bezwątpienia — rzekł pan d’Aigrigny z zupełnie zimną krwią — przykro być zmuszonym do użycia takich środków; ale cóż robić? Trzeba zastosować sposób postępowania do pojęć lub do charakteru osób.
— Zresztą — mówił dalej doktór — księżna pani miała sposobność zauważyć w klasztorze Marji, że ja wielu rzeczy próbowałem skutecznie, dla spokoju i zbawienia duszy niektórych z pomiędzy mych pacjentek, i używałem tego, raz jeszcze powtarzam zupełnie nieszkodliwego sposobu. Trochę lepiej, trochę gorzej, nic stąd złego wyniknąć nie może... a tymczasem działa to bardzo skutecznie na duszę... Tak się właśnie okazało i na pani Sainte-Colombe. Była ona na tak dobrej drodze ukorzenia moralnego i fizycznego, iż Rodin osądził, iże może zobowiązać Fililpona, aby doradził swej panitentce mieszkanie na wsi... z obawy recydywy w Paryżu... Ta rada, połączona z żądzą grania roli damy parafjalnej, przywiodła ją do kupienia dóbr Cardoville, zresztą bardzo korzystnie; ale cóż Filipon powiedział mi wczoraj, oto pani Sainte-Colombe o mało nie uległa niebezpiecznej recydywie... ma się rozumieć moralnej, bo co do fizycznego stanu zdrowia, jest ono tak dobre, że aż rozpacz bierze. Powodem tej recydywy moralnej miała być rozmowa tej damy z niejakim Jakóbem Dumoulin, którego podobno pan margrabia zna, a który, niewiadomo jakim sposobem, wcisnął się do tej pani.
— Jakób Dumoulin — rzekł margrabia z odrazą — należy do ludzi, z których można korzystać, ale którymi niepodobna nie pogardzać... jest to pisarz, pełen żółci, zawiści i złości... co mu nadaje pewien rodzaj wymowy, grubjańskiej, uszczypliwej... Płacimy mu dosyć drogo, aby odcinał się naszym nieprzyjaciołom, lubo bolesnem jest częstokroć patrzeć na takiego obrońcę zasad, które my szanujemy... Nędznik ten żyje, jak cygan, nigdy nie wychodzi z szynku i prawie zawsze jest pija-