Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/402

Ta strona została przepisana.


VIII.
BUNT.

— Moja panno — odezwała się księżna zimnym, surowym tonem do Adrjanny. — Pół roku temu, kiedy się kończyła żałoba po ojcu panny, miałaś wtedy lat osiemnaście... żądałaś ode mnie, abym ci pozwoliła rozporządzać swym majątkiem, i żebym cię usamowolniła... byłam tyle słaba, żem na to pozwoliła... Od owego to czasu zaczęły się bezustanne, a zbytkowne wydatki. Zamiast poprzestać na jednej lub dwóch pokojówkach, wybranych z ludu, zachciało ci się dobierać kobiety z klasy dostatniejszej i stroić je równie dziwacznie, jak kosztownie... Twoje płoche fantazje, twoje nierozsądne dziwactwa były bez granic, bez hamulca, nawet w jednym pokoju pawilonu urządziłaś jakąś pogańską świątynię i tam widać marmurową grupę, wyobrażającą młodzieńca i dziewicę... są to wprawdzie dzieła sztuki, ale dzieła najnieprzyzwoitsze, jak tylko wyobrazić sobie można. Przepędzałaś całe dnie, zupełnie u siebie zamknięta, nie chcąc nikogo przyjąć. Chciałaś zawsze wychodzić sama, nie zdając nikomu sprawy ze swych postępków; działałaś przeciw mej woli, aby usuwać się z pod mej władzy... nieprawdaż?...
— Tak, to portret przeszłości.... choć trochę w karykaturze — rzekła z uśmiechem Adrjanna — ale poznać go można.