Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/408

Ta strona została przepisana.


prawda... iż wróciłaś dzisiaj do domu o ósmej godzinie rano, jak mi to powiedziano... Lecz ja ani śmiem wierzyć takiej szkaradzie...
— Zbyteczna powściągliwość, księżno, gdyż to prawda...
— A więc... przyznajesz się!... — zawołała pani Saint-Dizier.
— Przyznaję się do wszystkiego, com uczyniła... Powróciłam dziś rano o godzinie ósmej.
— Słyszycie, panowie! — zawołała księżna.
— A więc... to prawda — dodała. — O! moja panno, przyzwyczaiłaś mnie już do tego, że się niczemu nie dziwię... ale wątpiłam jeszcze o takim postępku... Potrzeba było twej zuchwałej odpowiedzi, aby mnie przekonać zupełnie...
— Kłamać, według mego przekonania, było zawsze większym bezwstydem, niż wyznać prawdę.
— A skądże to panna powracałaś i poco chodziłaś?...
— Pani — zawołała Adrjanna, przerywając ciotce — ja nigdy nie kłamię... ale nigdy nie mówię tego, czego mówić nie chcę; zresztą uważam za podłość uniewinniać się z tak oburzającego zarzutu. Nie mówmy więc o tem... twoje w twej mierze nalegania byłyby daremne; skończmy krótko. Pani chcesz mi narzucić okrutną i poniżającą opiekę; ja chcę opuścić pawilon, w którym mieszkam, i żyć, gdzie mi się podoba, według mej fantazji... kto z nas ustąpi, pani czy ja?... Zobaczymy; teraz mówmy o ozem innem... Ten pałac jest mój... obojętną jest dla mnie rzeczą, czy pani w nim mieszkasz, gdyż opuszczam go, ale parter nie jest zajęty... zawiera on, prócz sali do przyjmowania, dwa zupełne apartamenty; rozporządziłam niemi na jakiś czas.
— Doprawdy? — rzekła księżna, spoglądając na margrabiego z wielkiem zdziwieniem, i dodała ironicznie: — A komuż przeznaczyłaś to mieszkanie?
— Trzem osobom z mej rodziny.