Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/411

Ta strona została przepisana.


ne zostały przez Rodina w papierach ojca Adrjanny wszelkie ślady, któreby mogły wskazać jej drogę do tego odkrycia. Dlatego nietylko ze strachem usłyszał margrabia, że Adrjanna de Cardoville wie o tej tajemnicy, ale nadto obawiał się, aby jej nie rozgłosiła.
Księżna podzielała obawy margrabiego, zawołała więc, przerywając mowę siostrzenicy:
— Są interesy rodzinne, które zachować należy w tajemnicy i dlatego, nie wiedząc dokładnie ku czemu zmierzasz, proszę cię, abyś zaniechała tego przedmiotu rozmowy...
— Jakto, pani... alboż nie jesteśmy tu w gronie rodzinnem... inaczej nie powiedziałybyśmy sobie tylu uprzejmości.
— Mniejsza o to... o rzeczach pieniężnych nie wypada mówić, gdy się niema w rękach dowodów.
— A o czem mówimy już od godziny, jeśli nie o interesach pieniężnych? Prawdziwie nie pojmuję waszego zdziwienia... waszego zakłopotania...
— Ja nie jestem ani zdziwiona, ani zakłopotana... lecz od dwóch godzin zmuszasz mnie słuchać rzeczy tak nowych, tak szalonych, że doprawdy jest się czemu dziwić.
— Przepraszam panią, że jej powiem, iż jesteś w wielkim kłopocie — rzekła Adrjanna, patrząc ciotce oko w oko — również pan d‘Aigrigny... co, połączone z pewnemi podejrzeniami, których nie miałam czasu sprawdzić i wyświetlić...
— Adrjanno, rozkazuję ci, abyś zamilkła! — krzyknęła księżna, niezdolna panować nad sobą.
— A! pani — odparła Adrjanna — jak na osobę, która zwykle tak doskonale umie panować nad sobą, wielce się pani kompromitujesz.
Na pomoc księżnej i margrabiemu przybyło w tej chwili nieoczekiwane zdarzenie. Wszedł lokaj, a jego przerażona mina zwiastowała coś niezwykłego.