Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/414

Ta strona została przepisana.


nie będzie mógł nigdy... długiego potrzeba czasu, aby przygotować do tego...
— Nic nie szkodzi — odrzekł żywo margrabia — na wszelki wypadek warto, aby doktór spróbował.
— Ale pod jakim pozorem?
— Postaram się wynaleźć jakiś...
— Przypuściwszy, Fryderyku, że ci się uda wynaleźć jaki pozór, jeśli wypada działać jeszcze dzisiaj, tam nie będzie ku temu żadnego przygotowania.
— Bądź spokojna, tam na wszelki wypadek wszystko jest w pogotowiu.
— A jakże w tej chwili uprzedzić o tem doktora? — zapytała księżna.
— Wywołać go... mogłoby to obudzić podejrzenia i domysły twej siostrzenicy, czego przedewszystkiem należy unikać.
— Bezwątpienia, to nasze szczęście, że ona nic nie podejrzewa.
— Jest sposób — zawołał żywo pan d’Aigrigny — napiszę do doktora kilka słów, lokaj mu je zaniesie, jakgdyby list pochodził od kogo innego, od pacjenta, wzywającego spiesznej pomocy.
— Wyborna myśl... dobrze mówisz... ot tam, na tem biurku, jest wszystko, czego potrzeba do pisania... Śpiesz się... śpiesz... lecz czy uda się doktorowi?
— Prawdę mówiąc, nie śmiem spodziewać się z pewnością takiego wyniku — odrzekł margrabia, siadając do biurka z przytłumionym gniewem. — Dzięki tej rozmowie, która zresztą wypadła nad nasze spodziewanie, a którą ukryty za firanką stenograf spisał dosłownie, dzięki gwałtownym scenom, któreby niechybnie jutro musiały nastąpić, doktór, ostrożnie postępując, mógłby działać na pewno... Lecz żądać tego jeszcze dzisiaj.... natychmiast... Wiesz, Herminjo, byłoby szaleństwem myśleć o tem.