Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/419

Ta strona została przepisana.


jekty za upadłe na zawsze, pogrzebane, mimo nowego ciosu, jaki księżna miała wymierzyć Adrjannie.
— Panowie — rzekła księżna szybko, przerywanym głosem, gdyż zadyszała się ze złośliwej radości — panowie, raczcie usiąść... gdyż mam zakomunikować panom nowe i bardzo ciekawe rzeczy o tej... pannie.
I spojrzeniem wskazała Adrjannę.
— A, moje biedne dziecię, cóż to takiego? cóż znowu wymyślono na ciebie? — zawołał doktór, zanim odszedł od okna, przy którem stał z Adrjanną — w każdym razie polegaj zawsze na mnie.
Na gwałtowną zaczepkę ciotki, panna Cardoville z dumą podniosła głowę. Rumieniec wystąpił jej ni czoło; zagrożona nowemi napaściami straciła cierpliwość, zbliżyła się do stołu, przy którym siedziała księżna, i wzruszonym głosem rzekła do doktora Baleinier:
— Czekać będę u siebie na pańskie przybycie, mój kochany doktorze; wiesz, o czem chcę z tobą pomówić koniecznie i jak najspieszniej.
Mówiąc to, Adrjanna zbliżyła się do kanapki, na której leżał jej kapelusz.
Księżna nagle zerwała się i rzekła:
— Cóż to ma znaczyć, Adrjanno?
— Odchodzę... Oznajmiłaś mi pani swoją wolę; ja powiedziałam, co zamierzam czynić, a więc poprzestańmy na tem; interesy pieniężne powierzę komu innemu.
Księżna Saint-Dizier, widząc, że jej zdobycz może się wymknąć, przybiegła do swej siostrzenicy i z pogwałceniem wszelkiej przyzwoitości, chwyciła ją konwulsyjnie za rękę, mówiąc:
— Zostań!!!
— Pani! — odparła Adrjanna głosem bolesnego zdziwienia — co pani czynisz? co to ma znaczyć?
— Chcesz się wymknąć... boisz się!... — zawołała księżna sarkastycznie.