Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/424

Ta strona została przepisana.


Księżna jednakże, nie chcąc pokazać, że łatwo zezwala, na uczynioną uwagę margrabiego odpowiedziała:
— Lubo pan doktór, o ile widzę, okazuje się bardzo pobłażliwym dla mej siostrzenicy, jednakże nie uważam za nieprzyzwoite powierzyć ją jego opiece... wszelako pod warunkiem, że to nie będzie prejudykatem na przyszłość, gdyż odtąd Adrjanna nie będzie miała innej woli prócz mojej.
— Nie sądzę, abym był zbytnio pobłażliwym dla panny Adrjanny — odparł doktór, udając, że się czuje nieco urażonym słowami księżny — jestem tylko sprawiedliwym... jestem gotów przedstawić ją ministrowi, jeśli sobie tego życzy; nie wiem, czego pragnie, lecz nie przypuszczam, aby była zdolną nadużyć mego zaufania i wymagać poparcia w żądaniu nieprzyzwoitem.
Adrjanna, serdecznie wzruszona temi słowy, wyciągnęła rękę do doktora i rzekła:
— Bądź spokojny, zacny przyjacielu... będziesz mi wdzięczny za postępek, jakiego od ciebie wymagam, gdyż będziesz miał połowę udziału w szlachetnym czynie...
Księżna postąpiła ku siostrzenicy i rzekła do niej powoli i dobitnie, wymawiając każde słowo z przyciskiem:
— Jeszcze mam ci coś powiedzieć... będzie to ostatnie słowo wobec tych panów... Powiedz mi, czy mimo ciążących na tobie ważnych zarzutów, trwasz ciągle w zamiarze nieuszanowania mej władzy?
— Tak, pani.
— Czy to już ostatnie twoje słowo?
— Tak jest, ostatnie...
— Zastanów się... bo to rzecz bardzo ważna... strzeż się!
— Powiedziałam pani moje postanowienie, a to, com powiedziała... wykonam.
— Panowie... słyszycie — rzekła księżna — robiłam, co tylko można, aby doprowadzić do zgody, lecz usiłowa-