Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/426

Ta strona została przepisana.


XI.
FAŁSZYWY PRZYJACIEL.

Już była noc, ponura, ciemna.
Pogodne, czyste niebo aż do zachodu słońca, coraz bardziej chmurami się pokrywało; wiatr dął gwałtownie i wznosił tu i owdzie tumany zawiei śnieżnej.
Słabe światło rzucały latarnie do powozu, w którym siedział doktór z Adrjanną de Cardoville.
Powóz toczył się już od kilku minut; Adrjanna pocichu ocierając łzy, ku wielkiemu zdziwieniu doktora ani słowa jeszcze nie przemówiła.
— Cóż to, kochana panno Adrjanno? — odezwał się Baleinier, prawdziwie zdziwiony na widok rozrzewnienia młodej dziewicy — cóż to?... niedawno tak odważna, teraz płaczesz pani?
— Tak — odpowiedziała Adrjanna zmienionym głosem — płaczę przed panem... przed przyjacielem... lecz przed moją ciotką... O! nigdy.
— Jednak... podczas tej długiej rozmowy... ironja pani...
— Ach! mój Boże... sądzisz pan, że ja chętnie występuje w tej wojnie na słowa?... Niczego mniej nie lubię nad takie utarczki uszczypliwego szyderstwa, do którego mnie zmusza potrzeba bronienia się przed tą kobietą i jej przyjaciółmi... Mówisz pan o mej śmiałości... zapewniam