Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/438

Ta strona została przepisana.


na pobiegła do drzwi, któremi weszła z doktorem, aby kogo przywołać.
Jakież było jej przerażenie, gdy drzwi znalazła zamknięte.
A przecież od przybycia nie słyszała najmniejszego szelestu klucza w zaniku, który zresztą był zewnątrz.
Coraz bardziej strwożona, pobiegła do małych bocznych drzwi, któremi znikł doktór.
I te były również zamknięte zewnątrz...
Jednakże, chcąc jeszcze walczyć z przestrachem, który coraz bardziej opanowywał ją, przywołała na pomoc męstwo swego charakteru i chciała się uspokoić.
— Przywidziało mi się — pomyślała — słyszałam tylko spadnięcie, a co do jęku może mi się tylko przesłyszało... ale co znaczą te pozamykane drzwi?... Może nikt nie wie, że ja tu jestem; sądzą może, że niema nikogo w tym pokoju?
I Adrjanna oglądała się wkoło, ciągle niespokojna; poczem, zdobywając się na odwagę, rzekła do siebie:
— Precz ze słabością, nie łudzić się, ale przeciwnie, starać się trzeba o poznanie rzeczywistości. To pewna, że nie jestem tu u ministra... wszystko mnie o tem przekonywa... Baleinier zawiódł mnie... Ale pytanie, w jakim zamiarze? Poco mnie tu sprowadził?... gdzie się znajduję?...
Obydwa ostatnie pytania wydawały się Adrjannie niemożliwemi do rozwiązania; to tylko wiedziała, że, jest ofiarą zdrady doktora.
— Ach ta słabość i bojaźń doprowadzają częstokroć do niesprawiedliwych przywidzeń, przecież niepodobna przypuścić tak piekielnej zdrady.
Małą delikatną rączką kilka razy zapukała we drzwi.
Po głuchym odgłosie poznać można było, że drzwi są bardzo grube.
Nikt się nie odezwał.
Pobiegła do drugich drzwi.