Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/443

Ta strona została przepisana.


— Kładą na nie to — dodała Tomaszowa, pokazując trzymany pod pachą przedmiot — tak, kładą na nie kaftan.
— Ach! — krzyknęła Adrjanna, z przerażenia zakrywając twarz rękami.
Okropna myśl zabłysła w jej głowie:
Zrozumiała wszystko.
Po dotkliwych wzruszeniach dziennych, ten ostatni cios strasznie dał się jej uczuć, dziewica zaczęła mdleć; ręce jej opadły, twarz okropnie zbladła, całe ciało przejął dreszcz i ledwie zdołała wymówić słabnącym głosem, padając na kolana i wskazując przygasłem okiem straszny kaftan:
— Ależ! nie... przez litość... przebaczcie... zrobię, co zechcecie...
Potem już sił jej zabrakło, zaczynała upadać, i... gdyby nie kobiety, które podbiegły i podtrzymały ją, byłaby upadła na posadzkę.
— Zemdlała, to nic nie szkodzi... z tego nie umrze — rzekła Tomaszowa — zanieśmy ją na łóżko... rozbieżmy ją... a jak się prześpi, to jak ręką odjął.
— Ty ją zanieś — rzekła Gerwaza — ja wezmę lampę.
I Tomaszowa, potężna baba, wzięła pannę de Cardoville jak rozespane dziecko i poniosła, idąc za towarzyszką.
Stancyjka, do której weszły, czysta była, ale zupełnie pusta; zielonawy papier pokrywał mury, małe niziutkie żelazne łóżeczko stało w kącie; piecyk w kominku otoczony był kratą, która wzbraniała do niego dostępu, stolik przytwierdzony do muru, stołek przed stolikiem również przybity do posadzki, wreszcie komoda mahoniowa i krzesełko, słomą wyplatane, — takie było smutne umeblowanie; nadmienić należy, iż okno bez firanek było zakratowane, dla ochrony szyb od rozbicia.
Kiedy jedna z dozorczyń podtrzymywała pannę de Cardoville, druga tymczasem rozpięła i zdjęła suknię; dziewica bezsilnie schyliła głowę na piersi.