Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/444

Ta strona została przepisana.


Przy odsznurowaniu atłasowego gorsetu, który więził świeże, dziewicze, różowe, jak alabaster ciało pod batystem i koronką, gdy wstrętna baba dotknęła chrapowatą ręką obnażonych ramion, Adrjanna, niezupełnie przyszedłszy do przytomności, drgnęła mimowoli pod tem szorstkiem, brutalnem dotknięciem.
— Ho, ho! jakie małe ma nogi! — mówiła baba, która, przyklęknąwszy, zdejmowała trzewiki Adrjannie — obie razem zmieściłyby się na mej dłoni.
— A włosy? jakie długie! — rzekła Tomaszowa — a jakie miękkie!... mogłaby, chodząc, nogą je nadeptać... szkoda je będzie ucinać, gdy wypadnie lód przykładać na głowę.
Czy to skutkiem, iż tak powiem, instynktownego wstrętu, udzielającego się magnetycznie podczas omdlenia, czy to skutkiem zimnej nocy... wkrótce Adrjanna znowu zadrżała, i powoli przyszła do przytomności. Niepodobna opisać jej przerażenia, niewinnego gniewu, obrażonej wstydliwości, gdy, odgarnąwszy obu rękami włosy, które zakrywały jej twarz i łzami zalane oczy, odzyskawszy zupełnie przytomność, ujrzała się nawpół obnażoną, w obecności dwóch strasznych megier. Adrjanna, najprzód, uczuciem wstydu i trwogą przejęta, krzyknęła; potem, chcąc uniknąć wzroku tych kobiet, poruszeniem jak myśl szybkiem, przewróciła lampę, stojącą na półce, która, upadając, stłukła się i zgasła.
Wtedy nieszczęśliwa dziewica w ciemności, kołdrą okrywszy się, zaczęła głośno płakać i narzekać...
Ten raptowny ruch, tudzież płacz z przeraźliwym krzykiem, dozorczynie przypisały napadowi warjacji...
— Ha! już zaczynasz gasić i tłuc lampy... już zaczynasz dokazywać po swojemu — rzekła rozgniewana Tomaszowa, idąc po omacku w ciemności — dobrze... ostrzegałam cię już... dostaniesz jeszcze tej nocy kaftan, jak tamta warjatka na górze.
— Tak, tak — odezwała się druga baba — trzymaj się