Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/446

Ta strona została przepisana.


XIII.
ODWIEDZINY DOKTORA.

Dozorczynie panny de Cardoville na jej prośby, a nadewszystko na jej przyrzeczenie, że będzie posłuszną, wstawiły na niej tylko przez ciąg nocy kaftan; za nastaniem dnia wstała i ubrała się sama, bez pomocy. Na widok doktora Baleinier, który skinieniem kazał oddalić się Gerwazie i Tomaszowej, panna de Cardoville osłupiała. Przypomniała sobie bezczelność tego człowieka... i on śmiał pokazać się jej! Lecz gdy doktór słodziuchnym głosem i tonem najdotkliwszej życzliwości powtórzył:
— A cóż droga... jakże noc przepędziliśmy?...
Adrjanna podniosła ręce do rozpalonego czoła, jakgdyby chciała sama siebie zapytać, czy to dzieje się we śnie czy na jawie. Potem, spoglądając na doktora, otworzyła usta... ale tak drżały, iż niepodobna jej było słowa wymówić...
Oburzenie, wzgarda, a nadewszystko bolesne uczucie, jakie w szlachetnych sercach budzi wspomnienie zdradzonego zaufania, tak zmieszały Adrjannę, iż, słowa wyrzec nie mogąc, czuła jakiś ciężar, i nie zdołała przerwać milczenia.
— No! no!... widzę, o co chodzi — rzekł doktór, smętnie kiwając głową; — gniewasz się na mnie... nieprawdaż? Nie dziwi mię to, moja droga, tego się spodziewałem.
Na te słowa Adrjanna zerwała się; blade jej lica zaogniły się, jej wielkie czarne oczy zabłysły, podniosła dziwnie piękne czoło; wierzchnia warga lekko się uniosła gorzko pogardliwym uśmiechem; potem milcząca, zagnie-