Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/460

Ta strona została przepisana.


nie i radabym była wiedzieć, dlaczego się tak martwi...
— Lękam się odgadnąć; może to my jesteśmy przyczyną jej niepokoju.
— Z jakiego powodu, moja siostro?
— Posłuchaj mnie, moja droga, wczoraj Franciszka chciała pracować nad tymi workami z grubego płótna... które leżą tu na stole...
— Tak... i w pól godziny rzekła do nas ze smutkiem, że nie może szyć... bo nie widzi dobrze... bo już straciła wzrok.
— A więc nie może już zarobić na utrzymanie.
— Nie o to tu idzie; jej syn... Agrykola utrzymuje ją... on taki dobry, tak wesoły, tak szczery, szczęśliwy, że się może poświęcać dla matki... O! tak, on jest godnym bratem naszego Gabrjela... nasz dobry Dagobert wyznał nam, że, gdy tu przybył, pozostało mu tylko kilka franków.
— To prawda...
— A on, równie jak jego żona, nie jest w stanie zarobić na utrzymanie; biedny stary żołnierz, cóżby on robił?
— Agrykola musi więc pracować także na utrzymanie ojca... gdyż Gabrjel, będąc ubogim księdzem i sam nic nie mając, nie może dopomagać tym, którzy go wychowali... widzisz więc, że Agrykola sam jeden musi zarabiać na utrzymanie całej rodziny.
— Bezwątpienia... idzie tu o jego matkę... o jego ojca... i to jego obowiązek, chętnie go też wypełnia...
— Tak, moja siostro... lecz dla nas nie ma żadnych obowiązków...
— Co mówisz, Blanko!
— Musi także pracować i na nas, bo my nic nie mamy na tym świecie.
— To mi nie przyszło na myśl, a tak jest w istocie.
— Bo widzisz, moja droga, chociaż ojciec nasz jest księciem i marszałkiem Francji, jak mówi Dagobert...