Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/466

Ta strona została przepisana.


— Aresztowany! — zawołały Róża i Blanka przerażone.
— Niech się stanie wola Twoja, Panie! — wyrzekła Franciszka pobożnie. — Ależ za cóż go aresztowano? musiała chyba zajść pomyłka.
— Onegdaj — mówiła dalej Garbuska — odebrałam bezimienny list, w którym zawiadomiono mnie, że Agrykola może być lada chwila aresztowany za utwór pod tytułem: Śpiewki robotników; umówiliśmy się oboje, że pójdzie do tej pani tak dobrej, bogatej, przy ulicy Babilońskiej, która mu ofiarowała swą pomoc. Agrykola miał ją prosić, aby za nim dała kaucję i tym sposobem uchroniła go od więzienia. Wczoraj rano poszedł do tej pani...
— Wiedziałaś o tem... Poco było taić przede mną?
— Aby nie martwić cię niepotrzebnie, pani Franciszko, czas upływał, a Agrykola nie wracał... całą noc czekałam na niego. Dziś rano, jeszcze przededniem, wybiegłam z domu. Ponieważ pamiętałam, jaki jest adres tej pani, więc się do niej udałam...
— O! dobrze, dobrze, — przerwała zmartwiona Franciszka.
Garbuska smutnie pokiwała głową:
— Gdym przyszła na ulicę Babilońską, jeszcze było ciemno; zaczekałam więc, aż się dobrze rozwidni.
— Biedne dziecko... tobie biec na taki czas tak daleko... Jesteś dla mnie dobra, jak rodzona córka.
— Alboż Agrykola nie jest dla mnie bratem? — rzekła Garbuska, nieco się zarumieniwszy. — Gdy się dobrze rozwidniło, odważyłam się zadzwonić do bramy pawilonu; śliczna panienka, blada i smutna, otworzyła mi... Spytałam, czy wczoraj nie przychodził do jej pani rzemieślnik? Niestety! tak... odpowiedziała mi ta panna — pani miała się zająć tem, o co ją prosił, ale, dowiedziawszy się, że go poszukiwano, aby aresztować, kazała mu ukryć się u nas; na nieszczęście znaleziono go, i wczo-