Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/478

Ta strona została przepisana.


ale jest to stary żołnierz z krzyżem na piersiach i siwenn wąsami; jest parę kroków stąd, w biurze powozów, kursujących na trakcie do Chartres.
— To on sam!... zawołała Blanka. — W paną Grivois jakby piorun uderzył; wiedziała, że oddalono Dagoberta, aby ksiądz Dubois bez przeszkody mógł oddziaływać na Franciszkę; jego niespodziewany powrót niweczył tak pracowicie ukartowaną intrygę, i to w chwili, kiedy już tak bliską była ziszczenia.
— Ach! mój Boże! — zawołała Róża, przeczytawszy list.
— Co się stało? — zapytała strwożona Blanka.
— Wczoraj, na połowie drogi do Chartres, Dagobert spostrzegł, że zgubił sakiewkę z pieniędzmi. Nie mogąc dalej jechać, wrócił pocztą na kredyt, i prosi, aby mu żona przysłała pieniądze do biura dyliżansów, gdzie oczekuje.
— Tak, to prawda — wtrącił posłaniec — żołnierz powiedział mi: śpiesz się, bo jestem tu w zastawie.
— A tu ani grosza!... — utyskiwała Blanka.
Wiadomość ta wzbudziła w pani Grivois na chwilę otuchę, która wnet ją jednak zawiodła, gdyż Garbuska wskazując na tylko co ułożoną paczkę, rzekła.
— Uspokójcie się panie... lombard o dwa kroki stąd... dostanę pieniędzy, zaniosę je do biura dyliżansów i pan Dagobert będzie tu nie później jak za pół godziny!
— Patrz — rzekła Blanka — tu na liście jest adres. Garbuska, wziąwszy list, zwróciła się do posłańca i rzekła:
— Proszę powiedzieć panu Dagobertowi, że zaraz nadejdę do biura dyliżansów.
— Przeklęty Garbus — pomyślała zacna pani Grivois — gdyby nie ona, nieprędkoby tu powrócił ten żołnierz...
Podczas gdy Garbuska krzątała się jeszcze, aby się