Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/484

Ta strona została przepisana.


V.
KLASZTOR.

Wyjaśniamy zjawienie się Dagoberta.
Na twarzy jego malowało się tyle uczciwości, że dyrektor biura dylinżansów chętnie poprzestał na jego zapewnieniu, że należność uiści. Za powrotem posłańca, gdy dowiedział się, że pieniądze niebawem nadeślą, Dagobert, nie mając wątpliwości, że dotrzyma słowa, podziękował dyrektorowi i pośpieszył do domu. Łatwo więc sobie wystawić zdziwienie pani Grivois, gdy wszedłszy do izby, ujrzała Dagoberta, którego łatwo poznała. Nie mniejsze było zakłopotanie Franciszki, gdy spostrzegła panią Grivois. Łatwo domyśliła się, że przybyła jest tą, która miała dostawić dziewczęta do klasztoru.
Gdy weszła powiernica księżnej Saint-Dizier, Dagobert powstał i wzrokiem zdawał się pytać żonę, co znaczy ta wizyta.
Była to chwila krytyczna, stanowcza; lecz pierwsza pokojówka księżny Saint-Dizier nie darmo wychowała się w szkole swej pani; w jednej chwili przybrała rolę, a obracając na swą korzyść pośpiech z jakim, po nikczemnej denuncjacji Garbuski, wgramoliła się na czwarte piętro, odezwała się:
— W tej chwili byłam świadkiem przykrego wypadku...
— Na Boga! co się stało? — zapytała Franciszka drżącym głosem, bojąc się ciągle jakiej nieroztropności ze strony pani Grivois..