Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/506

Ta strona została przepisana.


nyny w szerokie pasy błękitne, przepasane szalem kaszmirowym.
W głębi powozu stały na poduszkach Róża Pompon i Bachantka.
Róża Pompon, siedemnastoletnia ex-frenzlarka, z ładną minką, wyglądała bardzo zalotnie: peruka upudrowana, na niej na bakier czapeczka koloru pomarańczowego obszyta srebrnymi galonami, obcisły kaftanik z zielonego aksamitu dobrze pasował do jej zgrabnej kibici.
Bachantka jedną ręką wspierała się na ramieniu Róży Pompon, od której było o całą głowę wyższą.
Siostra Garbuski, w istocie, przewodniczyła temu szałowi, który w jej obecności czerpał natchnienie, urok jej miał wpływ na wszystko, co ją otaczało.
Była to przystojna dziewczyna lat około dwudziestu, lekka, kształtna; oczy jej pałały nieustannie namiętnością uciech. Pomimo kilku dni spędzonych na zabawach, jej cera była tak świeżą, jakby tylko co wyszła po dobrze przespanej nocy.
Strój jej był dziwaczny, podobny do ubioru tanecznicy na linie. Składał się ze stanika z wełnianej materji, przerabianej złotem, pęki czerwonych wstążek zwieszały się na obnażonych ramionach; spódniczka z czerwonego aksamitu, naszyta złotemi blaszkami, pokrywała zaledwie do połowy kształtne łydki, ubrane w jedwabne safjanowe ciżemki na złotych koreczkach.
Żadna tancerka hiszpańska nie miała figury zgrabniejszej, niż ta osobliwa dziewczyna, która wdzięcznem poruszeniem głowy, ramion i małej nóżki zdawała się zgadzać z taktem niewidzialnej orkiestry.
Rodzaj złocistej korony, godło jej powagi obwieszone dzwoneczkami, wieńczyło czoło; włosy zebrane w dwa duże sploty, związane były na tyle głowy; trzymała ogromny bukiet, którym pozdrawiała tłum, zanosząc się od śmiechu.
Szalony obraz, uzupełniony trzecim powozem, natło-