Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/514

Ta strona została przepisana.


Garbuska wymknęła się ukradkiem, śpiesząc zanieść dobrą nowinę Dagobertowi; zamierzała po drodze zajść na ulicę Babilońską, gdzie mieszkała Adrjanna de Cardoville.
W chwili, kiedy młoda dziewczyna wychodziła z oberży, trzech mężczyzn jakby się naradzało z sobą, spoglądając na dom restauratora.
Czwarty, zeszedłszy ze schodów restauracji, pośpieszył do nich.
— A co? — zapytali oczekujący.
— Jest tam! — odrzekł przybyły.
— Pewny jesteś?
— Alboż to jest dwóch Leżynago na świecie? — widziałem go; suto przebrany... zabawią tu ze trzy godziny.
— A więc... tam na nas zaczekasz... Bacz, żeby nie poznano, że... Ja pójdę do naczelnika i interes się załatwi.
— To mówiąc, jeden z mężczyzn skręcił w ulicę, wychodzącą na plac i znikł.

W tej chwili do sali biesiadnej wchodziła królowa Bachantek, a za nią Leżynago; powitano ich wesołym wrzaskiem.
— Teraz — zawołała Cefiza z gorączkowem uniesieniem, jakby chciała się zagłuszyć — teraz, moi przyjaciele, burza, nawałnica, grzmoty, krzyki, wesołość.
A podając swój kieliszek Nini-Moulin do napełnienia, dodała:
— Do kielichów!
— Wiwat królowa Bachantek! — krzyknęli wszyscy.