Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/515

Ta strona została przepisana.


III.
ŚNIADANIE.

Bachantka przewodniczyła uczcie czyli śniadaniu słusznie zwanemu reveille-matin, które wyprawiał Jakób dla towarzyszy zabawy.
Młodzi ludzie już nie pamiętali o trudach balu, rozpoczętego o godzinie jedenastej wieczorem, a skończonego o szóstej zrana; wszystkie pary śmiały się, jadły, piły z zapałem; mało mówiono, słychać było tylko szczęk kieliszków i talerzy.
Bachantka nietyle co wpierw wesoła, za to bardziej niż zwykle ożywiona; starała się koniecznie rozerwać, zapomnieć o smutnych wrażeniach rozmowy z siostrą.
Jakób co chwila spoglądał na Cefizę z namiętnem uwielbieniem. Ale nie znali oni całej mocy miłości, bo jej dotąd żadne nieszczęście nie mąciło.
Przyjaciel Róży-Pompon, młody student, wyjechał był do familji, aby dostać pieniędzy; Róża-Pompon, nie chcąc się skompromitować, obrała sobie za kawalera Nini-Moulin, na którego żadne podejrzenie paść nie mogło, bo był bardzo brzydki.
Nini-Moulin, zdjąwszy hełm, odsłonił łysą głowę, otoczoną wieńcem czarnych kędzierzawych włosów. Wino wprawiło go w dobry humor, twarz zarumieniła się; czerwona pręga wystąpiła na czole.
Róża-Pompon znała znaczenie tego zjawiska; zawołała ze śmiechem:
— Nini-Moulin, strzeż się, potok wina wzbiera!