Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/524

Ta strona została przepisana.


— Pięć lat... jeśli nie zapłacę... A ponieważ nie będę mógł zapłacić nigdy, przeto sprawa jasna...
— Co za nieszczęście! — desperowała Cefiza, — a nic poradzić!...
— Słuchaj, Cefizo — rzekł Jakób wzruszonym tonem — od chwili, jak tu siedzę, o jednem myślę: co się z tobą stanie?...
— Nie troszcz się o mnie.
— Nie troszczyć się o ciebie... Cóż poczniesz bezemnie? Rzeczy nasze nie warte i dwustu franków. Marnowaliśmy pieniądze, nie zapłaciliśmy komornego. Winni jesteśmy za trzy kwartały... zostawiam cię bez grosza... Ja przynajmniej w więzieniu dostanę jeść... ale ty... z czego będziesz żyła?
— Sprzedam mój ubiór, rzeczy, połowę pieniędzy tobie prześlę, resztę zatrzymam; to na jakiś czas wystarczy.
— A potem?... potem?
— Potem?... ja sama nie wiem, zobaczę...
— Cefizo! teraz dopiero poznaję, jak cię kocham. Czy wiesz co nas zgubiło?... oto żeśmy zawsze sobie mówili: jutro jeszcze daleko; a teraz widzisz, że jutro nie za górami. Niezdolna do pracy, cóż poczniesz? Zapomnisz o mnie i...
Ze łzami, rzucając się mu na szyję, zawołała:
— Ja? miałabym cię zapomnieć... nigdy!
— Ale z czego żyć?... moja kochana Cefizo!
— Pomyślę... będę się starała, pójdę do siostry i z nią będę mieszkała... będę pracować... Nie wyjdę nigdzie, chyba tylko dla odwiedzenia ciebie. Za kilka dni agent, zastanowiwszy się, zażąda, aby cię wypuszczono; ja tymczasem przywyknę znowu do pracy... zobaczysz!... ty także weźmiesz się do roboty; będziemy żyli, ubogo wprawdzie, ale spokojnie... Jeżeli mnie kochasz, nie troszcz się; powtarzam ci, wołałabym sto razy umrzeć, aniżeli zapomnieć o tobie.
— Uściskaj-że mnie — rzekł Jakób ze łzami w oczach —