Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/531

Ta strona została przepisana.


Garbuska patrzyła na Florynę z coraz większą ciekawością.
— Pojmuję, że propozycja moja tak dalece przewyższająca twój dotychczasowy zarobek, zadziwia cię; powinnam jednak przytem objaśnić, że to jest zakład dobroczynny, którego celem jest nastręczać robotę lub służbę kobietom, które na to zasługują i potrzebują tego... Zakład ten znajduje się przy klasztorze Sw. Marji i zajmuje się umieszczaniem sług i nastręczaniem dziennych robót.
— Teraz dopiero pojmuję wysoką zapłatę za robotę, o jakiej pani mówisz, tylko ja nie mam sposobności być poleconą osobom, zarządzającym zakładem tak, aby się mną chciały opiekować.
— Jesteś biedna, pracowita i uczciwa; to ci starczy za protekcję.. Zresztą... spróbuj; co na tem stracisz?
— Przyjmuję propozycję pani i serdecznie za nią dziękuję, ale któż mnie tam przedstawi?
— Ja... jutro, jeśli chcesz. Zajadę po ciebie dorożką... Gdzie mieszkasz, moja panienko?
— Przy ulicy Brise-Miche, numer 3... kiedy pani jesteś tyle łaskawą, poprosisz tylko farbiarza, pełniącego obowiązki odźwiernego, aby mnie uwiadomił... aby uwiadomił Garbuskę.
— Garbuskę? — powtórzyła zdziwiona Floryna.
— Tak jest — odpowiedziało biedactwo, uśmiechając się smutnie — jest to nazwisko, którem mnie wszyscy nazywają. Nazywam się Magdalena Saliveau; ale powtarzam pani, pytaj o Garbuskę, bo pod tem tylko znają mnie nazwiskiem.
— Jutro więc w południe przybędę na ulicę Brise-Miche.
— Ach! droga pani, w jakiż ja sposób będę mogła ci się odwdzięczyć.
— Nie mówmy o tem. Co do pana Ągrykoli, nie odpowiadaj mu; zaczekaj aż wyjdzie z więzienia, a wtedy