Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/535

Ta strona została przepisana.


dzoną im szybką oględność, wtedy dochodzą do nadzwyczajnej doskonałości w tego rodzaju rzeczach.
Dla matki Agrypiny, kobiety z głową i niezmordowanej, obszerna rachunkowość zgromadzenia była igraszką; nikt nie umiał lepiej od niej zakupywać majątków za bezcen, podnosić ich wartość i korzystniej następnie zbywać; kursa każdego rodzaju rent, weksli, bieżąca wartość akcyj i rozmaitych przedsiębiorstw, nie były jej obce, i na tem wszystkiem znała się doskonale; nigdy nie pomyliła się w zleceniach giełdowych, gdy chodziło o ulokowanie funduszów, oddawanych przez dobrodusznych ludzi na rzecz zakładu; zaprowadziła w domu porządek, karność i oszczędność, gdyż głównym jej celem było wzbogacić nie siebie, lecz klasztor, którym rządziła; albowiem wspólny czyli zbiorowy egoizm przyswaja korporacjom i zgromadzeniom wady pojedyńczych ludzi.
Tym sposobem zgromadzenie może lubić władzę i pieniądze, podobnie jak ambitny lubi władzę dla władzy, próżny zaszczyty dla zaszczytów, a chciwy pieniądze dla pieniędzy... szczególniej zaś w interesach, dotyczących dóbr nieruchomych, kongregacje Objawiają niezmierną chciwość.
Trudno wystawić sobie bardziej cierpką i gorącą zawiść, niż tą, jaka panuje we Francji między różnemi męskiemi i źeńskiemi kongregacjami, z powodu posiadania dóbr nieruchomych; jak bogate zgromadzenie uważa się za wyższe, z powodu posiadanych dóbr, folwarków i kapitałów, od innych zgromadzeń, mniej bogatych.
Matka Agrypina siedziała przed wielkiem biurkiem, stojącem na środku pokoju, umeblowanego z prostotą, ale i z wszelkiemi wygodami; na marmurowym kominku paliło się wybornie, posadzka zaś zasłana była miękkim kobiercem.
Przełożona, której codzień oddawano wszystkie listy, pisane już to do sióstr zakonnych, już do pensjonarek