Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/541

Ta strona została przepisana.


— Nie spotkałaś księżny Saint-Dizier? — zapytała matka Agrypina.
— Nie, matko wielebna, ja czekałam na korytarzu, którego okna wychodzą na ogród.
— Księżna bierze cię do usług, zaraz, od dzisiejszego dnia — oświadczyła przełożona.
Floryna, okazując zdziwienie, odezwała się po chwili:
— Mnie!... wielebna matko... wszakże....
— Prosiłam ją o to w twojem imieniu... przystajesz? — odpowiedziała przełożona tonem nakazującym.
— Wszakże... wielebna matko... ja prosiłam, aby nie...
— Mówię ci, że przystajesz! — powtórzyła przełożona z taką mocą, że Floryna spuściła oczy i odpowiedziała cichym głosem:
— Przystaję... nie śmiem opierać się woli twojej, matko.
— Rozkaz ten daję ci w imieniu pana Rodina...
— Tak się spodziewałam... wielebna matko — smutnie odpowiedziała Floryna — a pod jakiemi warunkami... wejdę w służbę... do księżnej?
— Pod temiż, jak u jej synowicy.
Floryna wzdrygnęła się i rzekła:
— A więc, będę musiała składać częste tajemne raporty o księżnej?
— Będziesz uważała, będziesz pamiętała, i zdasz potem rachunek...
— Dobrze, wielebna matko...
— Szczególniej dawać będziesz baczność na odwiedziny przełożonej Sacre-Coeur; będziesz je sobie notowała i będziesz się starała dobrze podsłuchiwać... Idzie tu o to, aby zabezpieczyć księżnę od szkodliwych wpływów.
— Będę posłuszna, wielebna matko.
— Będziesz także starała się dowiedzieć, dlaczego dwie sieroty, dziewczęta, zostały tu przyprowadzone, z zaleceniem jak największej względem nich surowości.
— Dobrze, matko wielebna.